Często spotykam się z myśleniem w rodzaju:
-Moje życie byłoby łatwiejsze, gdybym zaczął robić to, przestał robić tamto, wziął się za coś na poważnie itd. Psycholog pewnie powie mi to samo. Poradzi mi, żebym w końcu zmienił to, co już dawno wiem, że powinienem zmienić…
Oprócz tego można obawiać się jeszcze, że terapeuta cały problem określi jako lenistwo albo słabość woli.
Tymczasem psychoterapeuta w ogóle nie jest od udzielania rad. Jego zadaniem nie jest powiedzenie klientowi, co powinien zrobić, bo przecież gdyby mógł to zrobić, nie przyszedłby z takim problemem.
Na psychoterapii zajmujemy się tym, co powstrzymuje cię przed zrobieniem rzeczy, które byłyby dla ciebie dobre. Co blokuje cię przed zmianą sytuacji, która ci szkodzi.
Oczywiście do pewnych zmian trzeba dojrzeć, niektórzy mogą na to potrzebować nieco więcej czasu.
Jednak jeżeli ktoś wie, że powinien coś zmienić, a odkłada to ciągle na później, może brakuje mu czegoś więcej niż mobilizacji…
Często okazuje się, że przed zabraniem się za coś ludzi powstrzymują różne podświadome skojarzenia, wspomnienia, obawy, przekazy z poprzednich pokoleń itd. Tym właśnie zajmuje się terapeuta. Kiedy klient pozna i zrozumie swoją blokadę, może się od niej uwolnić i pozbawiony tych obciążeń, zdecydować, co zrobi dalej.

Osoby, które wybierają się do terapeuty po raz pierwszy, często mają wrażenie, że rozwiązanie problemu jest na wyciągnięcie ręki, trzeba je tylko znaleźć. Cel może wydawać się prosty – „muszę tylko przestać się przejmować, przełamać się, zmobilizować” itp.
Pojawiają się też oczekiwania czegoś w rodzaju szybkiego katharsis – wyrzucenia wszystkich negatywnych emocji i rozpoczęcie nowego rozdziału w życiu.
Pacjenci czasami chcieliby, aby terapeuta z pomocą jakiejś techniki „poukładał im w głowie na nowo”, przełączył ich na inny tryb działania.
Owszem, obecnie dostępnych jest wiele technik terapeutycznych, które ułatwiają radzenie sobie z emocjami i myślami. Warto jednak zaznaczyć, że terapia nigdy nie jest zabiegiem na psychice. Psychoterapia przypomina raczej uczenie się czegoś na nowo, a uczenie to proces.
Jeżeli wybieramy się na kurs, to zawsze jest on rozłożony w czasie. Na pierwszych zajęciach dowiadujemy się czegoś nowego, później ćwiczymy to, na następnych zajęciach dostajemy wskazówki, znów ćwiczymy, sprawdzamy dlaczego coś nie wychodzi, otrzymujemy następne podpowiedzi itd.
Gdybyśmy idąc np. na kurs pływania dostali od razu wszystkie rady dla początkujących, średnich i zaawansowanych i tak moglibyśmy skorzystać tylko z kilku podstawowych. Dopiero po wypróbowaniu ich w praktyce, będziemy wiedzieć, co dalej ćwiczyć i czemu ma to służyć. Nie da się ulepszać techniki pływania, bez wiary, że woda nas utrzyma. Nie można ćwiczyć płynności ruchów, jeżeli nie panujemy nad oddechem. Wszystkiego trzeba nauczyć się po kolei, żeby później to połączyć i po prostu płynąć.
Ludzie którzy pływają od lat, nie zastanawiają się w wodzie, co mają robić, po prostu płyną. Pewnie już nie pamiętają nad iloma rzeczami kiedyś musieli zapanować, aby się tego nauczyć. .
W terapii również rozwój jest stopniowy. Jeżeli ktoś np. chce bardziej wierzyć w siebie i być bardziej otwarty, to najpierw trzeba się przyjrzeć temu, w jaki sposób klient sobie w tym przeszkadza. Często okazuje się, że ten brak pewności składa się z różnych mniejszych problemów, nawyków w myśleniu, przykrych wspomnień. To wszystko trzeba uporządkować zanim zacznie się myśleć inaczej.
Gdyby to było prostsze, wystarczyłoby zalecić klientowi, żeby sobie codziennie powtarzał: Wierzę w siebie i czuję się pewnie. Tymczasem powszechnie wiadomo, że wmawianie sobie czegoś i zmuszanie się, działa na krótko.
Często dopiero gdy zaczyna się pracę nad problemem, można się dowiedzieć jaki on naprawdę jest i na czym polega. Nieraz okazuje się, że problem na początku określony w jednym zdaniu, u swoich korzeni ma kilka długich historii.
Jak już wspominałam, istnieją techniki, które jeśli są odpowiednio użyte mogą taki proces znacząco przyspieszyć, ale każda głęboka zmiana potrzebuje czasu, tak samo jak gruntowny remont.